Facta Nautica: morze statki okrety wojenne wraki żegluga marynarka wojenna
MORZE  |  MARYNARKA HANDLOWA  |  STATKI  |  OKRĘTY WOJENNE  |  WRAKI  |  MARYNARKA WOJENNA  |  ŻEGLUGA
                   
Okręty podwodne
           
POLSKA
Hosting by Aabaco Web Hosting
ORP SĘP w akcji bojowej
II wojna światowa  -  Kampania wrześniowa
   
   
ORP SĘP w czasie służby w Marynarce Wojennej PRL.
                   

PRZEGLĄD MORSKI, miesięcznik wydawany przez Dowództwo Marynarki Wojennej, opublikował w roku 1958 artykuł Edmunda Kosiarza zatytułowany
"ORP SĘP w akcji bojowej".
FACTA NAUTICA  przytaczają to ważne opracowanie w całości.
                   

ORP SĘP W AKCJI BOJOWEJ
Edmund Kosiarz
Przegląd Morski 9/1958, str. 60-70
W dniu 1 września w skład Polskiej Marynarki Wojennej wchodził dywizjon okrętów podwodnych, składający się z pięciu jednostek: SĘPA, ORŁA, WILKA,
RYSIA  i ŻBIKA. Wszystkie te okręty wzięły udział w wojnie z Niemcami hitlerowskimi we wrześniu 1939 r., a działalność ich, choć krótka, obfitowała w różne
wydarzenia, ciekawe zarówno ze względów dydaktyczno-moralnych, jak i taktycznych.

Niestety, nie wszystkie z tych wydarzeń można dziś dokładnie odtworzyć, gdyż materiał źródłowy jest dość szczupły, a pisemne czy też ustne relacje naocznych
świadków nie mogą go w niektórych miejscach uzupełnić, odtworzone zostały bowiem w większości wypadków w latach powojennych. Pamięć ludzka ma zaś swe
granice i z biegiem lat nawet najdonioślejsze przeżycia zacierają się lub przybierają inne, nakreślome wyobraźnią kształty. Co więcej, część znajdującego się w
kraju materiału źródłowego, dotyczącego działalności polskich okrętów podwodnych we wrześniu 1939 r., stanowią odpisy, poczynione nie dość dokładnie z
oryginałów, a nawet — jak można sądzić po wielu nieścisłościach — nie sczytane z nimi.
Mimo tych trudności, zebrany już materiał umożliwia podjęcie prób odtworzenia działalności poszczególnych okrętów podwodnych. Próbę taką stanowi niniejsze
opracowanie dotyczące działalności bojowej
SĘPA.

Historia
SĘPA rozpoczęła się w 1936 roku, gdy ówczesne Kierownictwo Marynarki Wojennej zamówiło w Holandii dwa identyczne okręty podwodne w ramach
planowanej rozbudowy floty. Jednym z nich był  
ORZEŁ, drugim SĘP. Budowę  SĘPA rozpoczęła w 1937 roku stocznia Rotterdamsche Droogdok Maatschappij
w Rotterdamie. W rok później, 17 października 1938 r. odbyło się wodowanie okrętu. Prace wyposażeniowe trwały przez sześć miesięcy i nie zostały w pełni
zakończone. Od marca 1939 r. sytuacja polityczna między Polską a  Niemcami bardzo się bowiem zaostrzyła i Kierownictwo Marynarki Wojennej postanowiło
sprowadzić
SĘPA do kraju, nie czekając na ostateczne próby stoczniowe. Miano je przeprowadzić po wyjaśnieniu sytuacji. SĘP przybył więc 18 kwietnia 1939 r.
do Gdyni, owacyjnie witany przez społeczeństwo wybrzeża.
SĘP, podobnie jak i ORZEŁ, wypierał w położeniu nawodnym 1110 t, a w podwodmym — 1473 t.* Długość jego wynosiła 84 m, szerokość — 6,7 m, a
zanurzenie — 4,2 m. Silniki diesla o mocy 4740 KM umożliwiały rozwijanie szybkości nawodnej do 19 w., a silniki elektryczne o mocy 1000 KM zapewniały pod
wodą szybkość 8—9 w. Uzbrojenie okrętu składało się z działa kalibru 105 mm z zapasem 125 pocisków i dwóch działek kalibru 40 mm z zapasem 1200
pocisków. Główne uzbrojenie stanowiło 12 aparatów torpedowych. Załoga liczyła 56 ludzi, w tym 5 oficerów. Dowodził nią kmdr ppor. Władysław Salamon.
Po przybyciu z Rotterdamu
SĘP bazował na Oksywiu, a załoga intensywnie poznawała nowy okręt. Bezpośrednio przed wojną, przypuszczalnie 26 sierpnia,
sztab dywizjonu okrętów podwodnych przeniósł się na Hel, a wraz z ,nim przeszedł tam
SĘP ze ŻBIKIEM  i  RYSIEM. W dwa dni później, z chwilą ogłoszenia
powszechnej mobilizacji,
SĘP rozpoczął bezpośrednie przygotowania do działań bojowych. Do torped i min wmontowano detonatory i zapalniki bojowe,
uzupełniono zapas paliwa i prowiantu oraz pobrano pieniądze w walucie zagranicznej na wypadek konieczności zawinięcia do portów państw sprzymierzonych
lub neutralnych. Dokonano także przeglądu mechanizmów i przyrządów. Przegląd nie wypadł najlepiej, ponieważ stwierdzono znaczne nieszczelności dławic
wałów silników elektrycznych.

                         PLANY OPERACYJNE

Podczas gdy załoga SĘPA czyniła ostatnie przygotowania do wojny, dowództwo dywizjonu korygowało opracowane już wcześniej plany operacyjnego
wykorzystania okrętów podwodnych. Planów tych było dwa. Jeden, znany pod nazwą ,,Worek", przewidywał w swym założeniu zaatakowanie Helu i Gdyni przez
większe siły morskie nieprzyjaciela. W związku z tym okręty podwodne miały być skupione w sektorach działania w rejonie Helu i w Zatoce Gdańskiej.
SĘP
działać miał w sektorze na północ od Rozewia,
RYŚ — w rejonie oddalonym na północno-wschód od cypla półwyspu Hel, WILK zaś na wschód od Helu w
Zatoce Gdańskiej. Sektorem działamia
ORŁA miała być Zatoka Gdańska w rejonie Gdyni i Gdańska do linii łączącej Jastarnię z ujściem Wisły. Według
poglądów
Kierownictwa Marynarki Wojennej takie rozmieszczenie okrętów podwodnych 'umożliwiało atakowanie przez nie większych okrętów nieprzyjaciela,
które próbowałyby ostrzeliwać Hel lub wspierać wysadzenie desantu na wybrzeże. Zgodnie z tym, zadanie okrętów polegać miało na atakowamiu pojawiających
się w sektorach większych nieprzyjacielskich okrętów bojowych oraz uzbrojonych statków handlowych.

Drugi plan przewidywał w swoim założeniu przeprowadzanie przez nieprzyjaciela konwojów z Niemiec do ówczesnych Prus Wschodnich. Okręty podwodne miały
więc działać na nieprzyjacielskich liniach komunikacyjnych. W tym celu plan przewidywał wystawienie zagrody ruchomej z trzech okrętów podwodnych typu
'WILK' w rejonie między Rozewiem a wyspą Bornholm. Jeden okręt typu 'WILK' miał działać pod Pilawą w Zatoce Gdańskiej, drugi zaś przebywać w odwodzie
dowództwa celem natychmiastowego wysłania go do działań po otrzymaniu wiadomości o przechodzeniu konwoju.

Po przeanalizowaniu tych planów, w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. postanowiono przyjąć pierwszy. Niestety, posiadał on kilka wad, które już w pierwszych
dniach wojny umiemożliwiły okrętom podwodnym skuteczne działania. Nad niektórymi z nich warto się zastanowić.

Wszystkie okręty podwodne zostały zakupione w latach międzywojennych. Podobnie jak
SĘP były one jednostkami dużymi, nie przystosowanymi do działań w
ograniczonych rejonach pływania. Rząd Polski przedwrześniowej zakupował jednostki o dużej wyporności, mając na uwadze, iż w wypadku konfliktu zbrojnego,
okręty pozbawione zostaną baz, w związku z czym będą zmuszone przejść do portów zachodnich i stamtąd prowadzić działamia bojowe. Do takich działań mogły
się nadawać tylko okręty duże, oceaniczne, dysponujące znaczmym zasięgiem pływania. Tak więc, okręty polskie mogły z powodzeniem działać .na pełnym
morzu, w dużej odległości od własnych baz, gdyż do tego była przystosowana ich budowa, ale nie nadawały się do walki w rejonach ograniczonych. A właśnie
takie zastosowanie przewidziano dla nich w planie „Worek". Rejon, w którym miały działać, był stosumkowo mały, posiadał małe głębokości, a tym samym
znacznie ograniczał ich ruchy. Okręty podwodne były za duże, za mało zwrotne, aby mogły działać w pobliżu brzegów. Dowództwo morskie w obliczu wojny
przyjęło do realizacji plan taktyczny bez uwzględnienia konkretnych możliwości posiadanych jednostek. Sądzono, iż zgrupowanie dużych okrętów podwodnych
przy własnych wybrzeżach uniemożliwi nieprzyjacielowi przedarcie się do Zatoki Gdańskiej. Poglądu tego nie potwierdziła praktyka. Niemcy zgrupowali w tych
rejonach znaczne siły przeciwpodwodne, a okręty polskie, wśród nich także
SĘP, mając ograniczoną swobodę ruchu, w pierwszych dniach wojny były raczej
zwykłymi obserwatorami, a nie aktywnymi uczestmkami działań. Nie mogły atakować, gdyż same były ciągle tropione i obrzucane bombami. Dzisiaj, po 19 latach
wojny światowej wydaje się, iż jedynym rozwiązaniem problemu wykorzystania okrętów podwodnych w istniejącej wówczas sytuacji było wyznaczenie im
ruchomych zagród i kursów generalnych, a nie ścisłe związanie ich z wybrzeżem.
Mówiąc o planie, trzeba także zaznaczyć, iż zbyt późno zapoznani z nim zostali oficerowie okrętowi. Dowódca dywizjonu okrętów podwodnych kmdr por.
Aleksander Mohuczy o zatwierdzeniu i wyborze planu przez dowództwo floty powiadomiony został dopiero 29 sierpnia, a więc trzy dni przed wybuchem wojny.
Dowódcy okrętów natomiast zostali zapoznani z planem w dniu bezpośrednio poprzedzającym rozpoczęcie wojny. Oczywiście, nie byłoby to błędem, gdyby w
okresie wcześniejszym okręty przerabiały planowane zadania i były przygctowame do ich wykonania pod względem organizacyjnym i taktycznym. Dowódcy
okrętów nie znali jednak przedstawionego im planu i dopiero w pierwszym dniu wojny, już po przybyciu do wyznaczonych sektorów, zaczęli zastanawiać się nad
sposobami wykonania postawionych przed nimi zadań. Powstawały przy tym różne trudności i wątpliwości, których już nie możma było usunąć. Z błędu tego
można wysnuć jeden wniosek, iż dowódcy okrętów i zespołów w okresie pokojowego szkolenia powinni przerabiać przede wszystkim zadania szkoleniowe
zbliżone do zadań ujętych w założeniach na wypadek wojny.

                            PIERWSZY DZIEŃ WOJNY

Wybuch wojny zastał SĘPA w porcie wojennym na Helu. Po godzinie piątej rano dowódca okrętu otrzymał rozkaz natychmiastowego "wyjścia do oznaczonego
sektoru i oczekiwania tam na dalsze rozkazy. Wyjście okrętu z portu odbyło się dość sprawnie. O godz. 06.00 SĘP znajdował się już w drodze na pozycję. Szedł
w zanurzeniu, aby nie zdradzić swej obecności wobec przelatujących samolotów niemieckich, a także przechodzących w oddali okrętów bojowych. Podczas
przejścia dowódca SĘPA kmdr ppor. Salamon wykrył przez peryskop niszczyciel hitlerowski i trałowiec, lecz nie mógł ich atakować z powodu zbyt dużej
odległości. Gdyby nawet okręty przeciwnika szły bliżej, o wykonaniu na nie ataku nie mogło być mowy, gdyż dowódca nie otrzymał oficjalnej wiadomości o
rozpoczęciu wojny. Kmdr ppor. Salamon zarządził więc tylko zmianę głębokości zanurzenia na kilku torpedach, gdyż niszczyciele hitlerowskie posiadały
zanurzenie około 2,7 m, torpedy natomiast ustawione były ma głębokość 3,5 m. Gdy przelatywały samoloty, okręt w celu uniknięcia wykrycia schodził na
większą głębokość, od 16 do 18 m.

W czasie przejścia do sektorów z dowództwa floty przekazano na okręty kilka radiogramów. Pierwszym z nich, otrzymanym przez
SĘPA o godz. 10.45, było
ostrzeżenie, aby nie wynurzać się na powierzchnię i nie narażać na ataki lotnicze. Drugi radiogram, nadany przez dowództwo po raz pierwszy o godz. 10.34,
posiadał większą wagę, gdyż zawierał oficjalną wiadomość o rozpoczęciu wojny i rozkaz przystąpienia do wykonania planu „Worek".
SĘP odebrał go
najwcześniej, gdyż bezpośrednio po nadaniu. Pozostałe okręty, za wyjątkiem
ORŁA, odebrały go później. Następny radiogram, odebrany przez SĘPA w
godzinach popołudniowych, zawierał powiadomienie o dodatkowej pracy radiostacji dowództwa floty. Na podstawie adnotacji w książce szyfrowanych depesz
SĘPA można stwierdzić, iż radiostacja dowództwa nadawała komunikaty i rozkazy dziewięć razy na dobę w następujących godzinach: 00.10, 03.30, 06.30,
08.20, 10.10, 12.40, 15.30, 18.30, 21.20. Ważne wiadomości i rozkazy nie cierpiące zwłoki przekazywane były natychmiast na określonej fali.

Do wyznaczonego sektoru
SĘP przybył najpóźniej, gdyż o godz. 20.19. Podczas przebywania w sektorze okręt miał obserwować ruchy jednostek nieprzyjaciela i
w wypadku sprzyjających warunków atakować je torpedami. Zgodnie z planem, atakom torpedowym miały podlegać okręty od klasy niszczyciela wzwyż,
uzbrojone statki z ładunkami wojskowymi oraz konwoje nieprzyjaciela. Statki nie posiadające uzbrojenia mogły być zatrzymane i niszczone w myśl prawa
międzynarodowego, czyli po uprzednim zabezpieczeniu możliwości ratunku załogi. O wszelkich wykrytych jednostkach
SĘP, podobnie jak i pozostałe okręty
podwodne, miał meldować drogą radiową do dowództwa floty, przy czym mniejszej wagi meldunki, które nie mogły być wykorzystane przez inne okręty, miały
być nadawane z miejsc poza sektorami, aby nie zdradzić zajmowanych pozycji. Meldunki bardzo ważne i pilne mogły być nadawane z pozycji przebywania
okrętu.
Po zajęciu sektora
SĘP rozpoczął obserwację ruchów jednostek przeciwnika. Sektor jego, położony w odległości 5—10 mil morskich na północ od Rozewia, był
rejonem, przez który przechodziły niemal wszystkie okręty niemieckie, udające się w kierunku Gdańska. Były to przeważnie jednostki małe, nie zasługujące na
atak torpedą. Z jednostek większych należy wymienić wykrycie o godz. 20.20 dwóch niszczycieli, idących kursem równoległym do Półwyspu Helskiego w
kierunku Gdańska.
Okręty szły zygzakami i na dużych szybkościach, w związku z czym kmdr ppor. Salamon nie próbował nawet atakować ich, gdyż prawdopodobieństwo trafienia
było bardzo małe.

Z nastaniem zmroku
SĘP wynurzył się ma powierzchnię w celu rozpoczęcia ładowania baterii. Czynność ta mogła być wykonana jedynie w nocy i w rejonie
określonym w planie. Rejon ten oddalony był na zachód o kilkamaście mil od granicy sektora bojowego. Zajmując go,
SĘP był najdalej wysuniętym na zachód
okrętem polskim.

Podczas ładowania akumulatorów na okręcie wzmożone czujność. Obserwację na pomoście zorganizowamo w sposób następujący. Horyzont podzielono na
cztery sektory obserwacji. Każdy sektor obserwowany był przez jednego człowieka. Do obserwacji trzech sektorów wyznaczono trzech marynarzy, czwarty zaś
sektor obserwował oficer wachtowy. Ponadto przez cały czas pobytu okrętu na powierzchni na pomoście bojowym przebywał dowódca okrętu. Obserwatorzy
wyposażeni byli w lornetki.

Pierwsza noc wojny minęła stosunkowo spokojnie.
SĘP o godz. 22.15 wykrył na kontrkursie hitlerowski niszczyciel typu 'LEBERECHT MAAS' i zmuszony i był
zanurzyć się. Niszczyciel przeszedł prawdopodobnie w niewielkiej odległości od okrętu, jednak nie można go było zaatakować, ponieważ przez peryskop nic nie
było widać. Po przejściu hitlerowskiego okrętu
SĘP o godz. 22.35 i ponowmie wynurzył się na powierzchnię.

                                                         
PIERWSZE ATAKI

Dnia 2 września o godz. 04.35 SĘP zanurzył się na głębokość peryskopową i rozpoczął obserwację. Warunki hydrometeorologiczne w drugim dniu wojny
sprzyjały raczej nieprzyjacielowi, ponieważ siła wiatru wynosiła 1° B, morze było spokojne, a niebo czyste. W takich warunkach patrolujące samoloty mogły
stosunkowo łatwo wykryć okręty podwodne. I rzeczywiście, dzień ten był bardzo ciężki dla
SĘPA. O godz. 08.07 spostrzeżono przez peryskop dwa samoloty
bombowe. W trzy minuty później przeleciała następna para, jednak i ta nie zdołała wykryć okrętu.

O godz. 08.21 oficer wachtowy wykrył w znacznej odległości od okrętu hitlerowski niszczyciel typu 'LEBERECHT MAAS'. Szedł on zmiennymi kursami i
szybkościami, w związku z czym ataku nie można było wykonać. Dowódca
SĘPA kmdr ppor. Salamon postanowił jednak obserwować niszczyciel i w miarę
zaistnienia sprzyjających warunków zaatakować go torpedami.
Sytuacja umożliwiająca dokonanie ataku zaistniała dopiero w południe. O godz. 12.38
SĘPOWI udało się podejść do niszczyciela na odległość 4000 m. Okręt
hitlerowski szedł w tym czasie małą szybkością, około 6—7 węzłów. Prawdopodobnie przeszukiwał rejon przy pomocy stacji hydrolokacyjnych. Szansę
dokonania skutecznego ataku przez
SĘPA były więc bardzo duże. Jednak nie wykorzystano ich, gdyż torpeda wystrzelona z aparatu rufowego nie osiągnęła
celu. Niszczyciel spostrzegł z pewnością ślad torpedy i zdołał ją wyminąć.

W dwie minuty po wystrzeleniu torped hitlerowski okręt rozpoczął atakować
SĘPA bombami hydrostatycznymi. O godz. 12.40 usłyszano trzy wybuchy, a o godz.
12.45 — siedem, przy czym trzy z nich nastąpiły bardzo blisko okrętu. W czasie tych ataków
SĘP zostałby prawdopodobnie zniszczony, gdyby zszedł na większą
głębokość. Dowódca okrętu przypuszczając, iż nieprzyjaciel w razie ataku będzie zrzucał bomby o nastawieniu na większą głębokość, postanowil utrzymywać
okręt na 15 metrach. Przypuszczenie to okazało się słuszne. Zrzucone bomby obramowały okręt, lecz wybuchały pod nim na większej głębokości.
SĘP po
oddaniu strzału natychmiast zwiększył szybkość i położył ster na burtę.

Niszczyciel po wyrzuceniu serii bomb chodził w pobliżu nad okrętem, szukając go przy pomocy sondy akustycznej. Marynarze polscy dość wyraźnie słyszeli jej
charakterystyczne dźwięki. Gdy tylko dźwięki te zbliżały się do okrętu, natychmiast zwiększano szybkość i zmieniano kurs, alby wyminąć linię sondownia.

Sytuacja na okręcie po wybuchach bomb z każdą minutą stawała się coraz. trudniejsza. Wewnątrz okrętu zaczęta ukazywać się woda. Najwięcej przedostawało
się jej przez kingstony odwadniające do pomieszczenia podoficerskiego, do silników dieslowych przez prawy wydech oraz do silników elektrycznych przez
dławice wałów. Okręt przybierał na wadze i po kilkunastu minutach opadł na głębokość 60 m. A na powierzchni wciąż słychać było szmery śrub i sondowanie. W
celu zmniejszenia źródła szumów zatrzymano wszystkie przetwornice oraz pomocnicze silniki elektryczne. Przestał działać system regeneracji powietrza i
kompas żyroskopowy. Wyłączono także oświetlenie, wskutek czego nie można było się posługiwać kompasem magnetycznym. Główme silniki elektryczne
pracowały od czasu do czasu w celu zmiany miejsca i oddalenia się od pościgu oraz zatrzymania opadania okrętu, które chwilami dochodziło do 80 m.

Najdotkliwiej odczuwano na okręcie brak kierunku, gdyż kompas żyroskopowy został zatrzymany, a magnetycznego nie można było wykorzystać z powodu
braku oświetlenia. W ogólmej sytuacji orientowano się jedynie na podstawie danych aparatu podsłuchowego, który umożliwiał wymijamie atakujących okrętów.
Przy pomocy aparatu dowódca stwierdził, iż pościg przeprowadzają trzy jednostki: jedna duża — niszczyciel i dwie mniejsze — ścigacze. W celu zatrzymania
opadania okrętu zaczęto wypompowywać ze zbiorników wodę. Niewiele to pomogło, gdyż po kilku minutach zbiorniki wewnętrzne były puste, a mimo to okręt w
dalszym ciągu opadał na większą głębokość. Uruchomiona pompa wydawała bardzo duże szmery. Z chwilą jej uruchomienia jednostki hitlerowskie natychmiast
zbliżały się do okrętu. Pompowanie musiano więc co chwilę przerywać i rozpoczynać ponownie dopiero po oddaleniu się nieprzyjaciela. Zęz nie można było
pompować, gdyż na powierzchni powstawały zaraz duże tłuste plamy, wskazując okrętom hitlerowskim miejsce przebywania
SĘPA. W zęzach, zwłaszcza w
pomieszczeniach oficerskich i podoficerskich tyło dużo oliwy hydraulicznej z przewodów.

                                                            
 TRZECI ATAK

O godz. 13.38 nastąpił trzeci z kolei atak. Znów kilka bomb wybuchło w pobliżu SĘPA, który był już tak ciężki, że prawie czołgał się po dnie. Sytuacja do godz.
17.00 nie uległa prawie żadnej zmianie, z tym że do wnętrza okrętu przybywało coraz więcej wody.

O godzinie 17.00 szumy śrub jednostek hitlerowskich ucichły. Dowódca postanowił wynurzyć okręt na głębokość peryskopową i zorientować się w istniejącej
sytuacji Obserwacja trwała bardzo krótko. Peryskop podniesiono i natychmiast go opuszczono, ponieważ w odległości 3000 m od
SĘPA spostrzeżono
niszczyciel oraz dwa ścigacze. Jednostki hitlerowskie szły wprost ma okręt. Po kilku minutach były już nad nim. Na
SĘPIE ponownie zatrzymano główne silniki
elektryczne. Mechanizmy pomocnicze przez cały czas były unieruchomione. Pc zatrzymaniu silników elektrycznych
SĘP zmów zaczął spadać na dno. W
pomieszczeniach z powodu unieruchomienia systemu regeneracji coraz trudniej było oddychać. Dowódca okrętu wydał polecenie użycia tzw. łączników
Dreggera do puszek z solą regeneracyjną i oddychania w pozycji leżącej w celu zmniejszenia wydzielania bezwodnika węglowego. Na okręcie panowała cisza.
Do łączności wykorzystywano tylko rury głosowe, gdyż telefony czyniły zbyt wiele hałasu.

                                                           
CZWARTY ATAK

O godz. 20.00 nastąpił czwarty atak. Tym razem w pobliżu okrętu upadły cztery bomby. W tym czasie pod wpływem wybuchu z zewnętrznej części odkrytego
pomostu wypłynęło na powierzchnię wody koło ratunkowe, którego brak stwierdzono dopiero po wynurzeniu się okrętu. Hitlerowcy, widząc koło ratunkowe,
prawdopodobnie przypuszczali, iż zdołali zatopić okręt podwodny, w związku z czym zaniechali dalszych ataków i po kilkunastu minutach oddalili się.

SĘP pozostał jeszcze przez godzinę w zanurzeniu, po czym o godz. 21.40 ostrożnie zaczął się wynurzać na głębokość peryskopową. Po wystawieniu
pery¬skopu dowódca stwierdził, iż w pobliżu nie ma żadnych jednostek nieprzyja¬ciela. Postanowił więc wynurzyć okręt na powierzchnię. Po wynurzeniu
stwierdzono nieszczelność rurociągu odwadniającego, prawego tłumika oraz kadłuba. Wodoszczelna gródź rufowa przepuszczała ropę. Ponadto wykryto szereg
innych uszkodzeń, które aczkolwiek małe, ale w następnych dniach w poważnym stopniu utrudniały
SĘPOWI działania.

                                                        
 TRZECIA NOC WOJNY

Trzeci dzień wojny upłynął SĘPOWI dość spokojnie. Z nastaniem świtu okręt wynurzył się i rozpoczął obserwację. Warunki hydrometeorologiczne w tym dniu,
zwłaszcza duża fala, dochodząca do 4° B, utrudniały przebywanie na głębokości peryskopowej. Okręt chodził przeważnie na głębokości 20 m, zmniejszająć ją
co 20—30 minut do głębokości peryskopowej w celu wystawienia peryskopu i obserwacji horyzontu. Dowódca okrętu zdołał wykryć kilka jednostek
nieprzyjaciela, w tym dwa niszczyciele typu 'LEBERECHT MAAS', jednak nie atakował ich, ponieważ znajdowały się one w odległości przekraczające zasięg
strzału torpedowego, a ponadto szły z szybkością ponad 18 węzłów
i zygzakami.

Po zapadnięciu zmroku
SĘP wynurzył się na powierzchnię w celu ładowania baterii akumulatorów i przewietrzenia pomieszczeń. Noc, w przeciwieństwie do dnia,
obfitowała w szereg wydarzeń. Dowódca po naładowaniu baterii miał zamiar podejść do Gdyni lub Helu w celu usunięcia uszkodzeń, zaistniałych ubiegłej nocy
podczas ataku hitlerowskiego niszczyciela. Lecz ładowania nie zakończono. O godz. 20.40 za rufą okrętu na kącie kursowym około 160° i w odległości około
200—300 m nastąpił silny wyłbuch. W świetle księżyca obserwatorzy
SĘPA spostrzegli duży słup wody. Dowódca okrętu kmdr ppor. Salamon wydał rozkaz
natychmiastowego zanurzenia się, gdyż przypuszczał, iż SĘP ostrzeliwany jest przez hitlerowski okręt nawodny. Przypuszczenie to okazało się słuszne.

Po 15 minutach od chwili zanurzenia nad okrętem usłyszano szum zbliżającej się jednostki wroga. Na podstawie charakterystyki szumu określono, iż atakującą
jednostką był niszczyciel. Podchodził on z lewej burty
SĘPA, przechodził nad nim, po czym robił zwrot, zataczając za rufą półkole. Manewrów takich wykonał
kilka, jednak nie mógł ustalić miejsca okrętu podwodnego, gdyż nie zrzucał bomb. Na
SĘPIE panowała cisza. Okręt stał w bezruchu. Zatrzymano wszystkie
mechanizmy. Działał tylko aparat podsłuchowy. Po jednym z manewrów niszczyciel hitlerowski zrzucił dwie bomby. Wybuchy ich nastąpiły w znacznej odległości
za rufą
SĘPA.

Po wybuchach niszczyciel hitlerowski oddalił się w kierunku północnym i zatrzymał się w odległości 2—3 mil od okrętu podwodnego. Po oddaleniu się
nieprzyjaciela na
SĘPIE podniesiono peryskop. Dowódca przejrzał horyzont i nie widząc hitlerowskiego niszczyciela, wydał rozkaz wynurzenia się na
powierzchnię. Po upływie kilku minut od wynurzenia obserwatorzy
SĘPA spostrzegli dwa światła pionowe, szybko zbliżające się do okrętu. Były to światła na
maszcie hitlerowskiego niszczyciela, który po wynurzeniu się okrętu polskiego natychmiast skierował się w jego stronę.

SĘP po zanurzeniu począł z maksymalną szybkością oddalać się z zagrożonego rejonu. Po kilku minutach szybkość zmniejszono jednak, gdyż obawiano się, że
wywoływany szum może być łatwo wykryty przez nieprzyjaciela. Niszczyciel hitlerowski rzucił w miejscu wykrycia
SĘPA kilka bomb i nie mogąc z pewnością
uzyskać kontaktu z okrętem podwodnym, ponownie oddalił się.
SĘP tym razem nie wynurzał się. Dowódca postanowił ustalić miejsce przeciwnika i na podstawie
tego podjąć odpowiednią decyzję. Najpierw podniósł peryskop. Po dokładnym zlustrowaniu horyzontu i stwierdzeniu, że nieprzyjaciel oddalił się na znaczną
odległość, umożliwiającą wynurzenie okrętu, wynurzył
SĘPA na powierzchnię. Pobyt na powierzchni trwał około godziny.

O godz. 23.37 obserwatorzy
SĘPA ponownie wykryli dwa zbliżające się światła, wskutek czego okręt znów musiał się zanurzyć. Wynurzeń i zanurzeń takich w
ciągu nocy było kilka.
SĘP nie mógł oderwać się od nieprzyjaciela. Maksymalnej szybkości na powierzchni, tak potrzebnej wówczas, nie mógł rozwinąć,
panieważ silniki diesla były ostudzone, a podgrzanie ich trwałoby ponad godzinę. Prześladowcy znajdowali się stale w pobliżu okrętu. Sytuacja stawała się coraz
trudniejsza. Dowódca spodziewał się, iż z nastaniem świtu okręt polski zostanie zaatakowany przez większą grupę ścigaczy hitlerowskich. Perspektywa ta nie
wróżyła nic dobrego, tym bardziej że akumulatory
SĘPA, nie naładowane podczas nocy, były na wyczerpaniu.

                                                         
KURS — GOTLAND!

Analizując zaistniałą sytuację dowódca SĘPA doszedł do wniosku, iż jedynym ratunkiem okrętu może być szybkie oderwanie się od nieprzyjaciela. Postanowił
więc wynurzyć
SĘPA na powierzchnię, podgrzać diesle i dla zmylenia okrętów nieprzyjaciela obrać kurs na Gotland. Przy wyborze takiego kursu uwzględnił fakt,
SĘP będzie skierowany do okrętów nieprzyjaciela rufą, a tym samym wydzielane kłęby pary wodnej i oliwnej z tłumików będą go maskowały. Z pierwotnego
zamiaru udania się do Gdyni lub Helu zrezygnował, gdyż dozorujące okręty hitlerowskie uniemożliwiały przejście.

Manewr oderwania się od nieprzyjaciela powiódł się. Z nastaniem świtu 4 września
SĘP był już w znacznej odległości od prześladujących okrętów nieprzyjaciela.

Podczas dnia okręt szedł w zanurzeniu. Przejście w takim położeniu sprawiało wiele trudności, ponieważ okręt był wciąż ciężki z powodu szeregu nieszczelności
kadłuba. Ponadto dowódca, obawiając się wykrycia okrętu, zakazał pompowania zęz, gdyż tłuste plamy ropy i oliwy tworzyły na powierzchni wody
charakterystyczny ślad.

O godz. 06.00 na
SĘPIE usłyszano siedem detonacji. Odgłos ich dochodził sprzed dzioba, z odległości około 1000 m. Okręt zwiększył głębokość do 20 m i
zmienił kurs. Co kilka minut zatrzymywano wszystkie mechanizmy i uruchamiamo aparaty podsłuchowe, aby upewnić się, czy w pobliżu nie ma jednostek
nieprzyjaciela. Po pewnym czasie znów zwiększono szybkość, aby o godz. 19.30 przybyć pod Gotland. Noc spędzono na powierzchni.

Po wynurzeniu kmdr ppor. Salamon. stwierdził, iż z powodu uszkodzenia prawego tłumika diesli marsz okrętu i ładowanie baterii akumulatorów może być
dokonywane tylko przy pracy lewego silnika. Prawy silnik nie mógł pracować, ponieważ przy zanurzeniu okrętu gorąca prawa klapa wewnętrzna mogła ulec
deformacji, a to groziło z kolei niebezpieczeństwem zalania diesli i pomieszczenia.

SĘP przebywał w rejonie Gotlandu do dnia 7 września. W ciągu dwóch dni — 5 i 6 września — wykrył tylko jeden hitlerowski statek handlowy, lecz nie atakował
go, ponieważ w tym czasie uległ uszkodzeniu peryskop bojowy. Poza tym w rejonie przebywania
SĘPA wykryto kilka okrętów szwedzkich, w związku z czym okręt
polski zmuszony był zanurzyć się na większą głębokość. Przez dwa dni
SĘP manewrował w pobliżu wybrzeży, starając się znaleźć jakieś dogodne miejsce, w
którym można by usunąć mniejsze uszkodzenia. Miejsca takiego nie znalazł jednak, gdyż podczas dnia w rejonie wyspy pełniły dozory szwedzkie okręty bojowe.

W tym czasie w rejonie wybrzeży szwedzkich przebywał także
ORZEŁ. 7 września nad ranem oba okręty nawiązały łączność.  Przebywały w tym czasie w pobliżu
Gotlandu w odległości kilku mil od siebie. Ponieważ pobyt dwóch okrętów w jednym rejonie był niebezpieczny,
SĘP przeszedł pod Öland. Podczas przejścia
dowódca
SĘP nadał do dowództwa floty radiogram o uszkodzeniu okrętu i związanych z tym trudnościach zanurzania się. Kmdr ppor. Salamon prosił o
zezwolenie na wejście do portu wojennego na Helu w celu przeprowadzenia remontu. Po kilku godzinach otrzymał odpowiedź. Dowództwo floty nadało:
„Remont
na razie niemożliwy. Iść pod Szwecję. Jeśli trzeba, wchodzić do portu szwedzkiego. Czekać na rozkazy. Meldować"
. Po otrzymaniu radiogramu dowódca
SĘPA postanowił nadal przebywać w pobliżu Ölandu.

Pobyt w rejonie Ölandu trwał do 14 września, jednak związany był z dużymi trudnościami. Manewr zanurzenia trwał już pomad 15 minut, co w wypadku
niespodziewanego spotkania się z jednostkami nieprzyjaciela mogło się zakończyć tragicznie.

                                                     
OSTATNIE RADIOGRAMY

14 września dowództwo floty nadało z Helu do wszystkich okrętów podwodnych dwa radiogramy. Pierwszy zawierał wiadomość o zajęciu Gdyni przez wojska
(nieprzyjacielskie, drugi natomiast dawał okrętom wskazówki przedostania się do Anglii. Treść tego radiogramu brzmiała:
„Szkodzić jak najwięcej
nieprzyjacielowi. Po wyczerpaniu wszystkich środków udać się do Anglii, uprzedzając radiostację Rosyth na fali 133 kilocykli i zameldować się w odległości 30
Mm na East od May-Island przy Firth of Forth.  Jeżeli to niemożliwe, działać tak długo, jak tylko można na Bałtyku, a następnie internować się w Szwecji"
. Tak
więc, od tego dnia działalność okrętów podwodnych zależała wyłącznie od inicjatywy dowódców okrętów.
Kmdr ppor. Salamon opuścił w dniu tym wybrzeża szwedzkie i przeszedł
SĘPEM w rejon południowego Bałtyku, aby tam zaatakować jednostki przeciwnika.
Niestety, w połowie września warunki hydrometeorologiczne w południowej części Bałtyku znacznie się pogorszyły. Silny sztorm z kierunku NE utrudniał okrętowi
przebywanie na głębokości peryskopowej.
SĘP zmuszony był schodzić na głębokość około 25 m. Miał jednak poważne trudności w zanurzeniu się, do
pomieszczenia diesli przedostawała się bowiem woda przez wewnętrzną klapę prawego tłumika. Manewr zanurzenia trwał już około pół godziny. Podczas
zanurzenia okrętu występowały ponadto duże trymy, utrudniające znacznie manewrowanie.

W takiej sytuacji dowódca
SĘPA postanowił zawinąć do portu szwedzkiego. 15 września w godzinach wieczornych SĘP nadał do dowództwa floty radiogram: „W
zanurzeniu możliwość zalania przedziału diesli. Dalsza akcja niemożliwa. Idę do Sztokholmu".

17 września o godz. 04.45 SĘP wszedł na wody szwedzkie w rejonie Landsort, położonym na południowy zachód od Sztokholmu. Internowanie nastąpiło w
Nynashamn. Z portu tego
SĘP przeszedł pod eskortą okrętu szwedzkiego do Stavnas i tutaj zaczęto go rozbrajać. Ostatecznie okręt, rozbrojony został w bazie
Vaxholm, do której przeszedł 18 września. Z powodu nieszczelności kadłuba 27 września postawiono go w suchym doku w Sztokholmie, po czym w dniu 10
października stanął ponownie w Vaxholm. Tam też przebył całą wojnę wraz ze
ŻBIKIEM i RYSIEM. 24 października 1945 roku powrócił do kraju, aby do dziś
służyć polskim marynarzom. Dziś jest już staruszkiem, ale nadal nadaje się do szkolenia, a ostatnio przypadła mu rola zastąpienia swego bohaterskiego
bliźniaka
ORŁA w odtworzeniu jego epopei w przygotowywanym filmie.
 
 
________________________________________________________________  

- FACTA   NAUTICA -
dr Piotr Mierzejewski, hr. Calmont
       
       
                   
     
Nie żałuj sobie! Obejrzyj kolekcję starych pocztówek erotycznych, z których większość ma ponad 100 lat !!!
     
           
                   
     
     
           
                   
     
Facta Nautica; morze statki okręty wraki żegluga