Statki pasażerskie
-    MARYNARKA HANDLOWA     -      STATKI     -     OKRĘTY    -      WRAKI   -    MARYNARKA WOJENNA    -
s.s. KOŚCIUSZKO
Polski statek pasażerski - Transportowiec wojska  -  II wojna światowa
 
Polski statek pasażersko-drobnicowy s/s KOŚCIUSZKO jako transportowiec wojska.
Rysunek wykonany przez Bolesława Pogorzelskiego w Suezie w połowie 1943 roku.
 
---------Stary polski statek s/s KOŚCIUSZKO (wod. 1915, 6852 BRT) miał być sprzedany zagranicznemu armatorowi w roku
1940. Wybuch II wojny światowej całkowicie jednak odmienił losy statku, na którym opuszczono biało-czerwoną banderę
dopiero w roku 1946.

--------KOŚCIUSZKO, unieruchomiony w porcie od 1938, zdołał opuścić Gdynię przed napaścią Niemiec na Polskę i 1 września
1939 był już na Morzu Północnym, kierując sie ku Dartmouth. W pierwszym okresie wojny, przemianowany na
ORP GDYNIA,
pełnił rolę okrętu-bazy Polskiej Marynarki Wojennej. Od 1941, przebudowany, wrócił do dawnej nazwy i służył do końca wojny
jako transportowiec wojska.

--------Poniżej prezentuję fragment wspomnień Bolesława Pogorzelskiego, który pływał na s/s KOŚCIUSZKO w latach 1941-
1943(?1944), początkowo jako aspirant porucznik żeglugi małej ...
-------Pewnej nocy znaleźliśmy się na wysokości Dakaru. Tam byliśmy świadkami tragedii. Otóż jeden ze
statków konwoju, płynący pod szwedzką banderą, skręcił nagle na wschód i pognał, chcąc uciec pod osłoną
ciemnej nocy. Jednak czujne korwety spostrzegły jego manewr i ruszyły w pogoń. Łatwo go dogoniły z nakazem
powrotu do konwoju. Statek nie usłuchał, więc po ostrzegawczym wystrzale przed dziób uciekiniera, na które on
nie zareagował, korwety wstrzelały się i „szwed" został tylko wspomnieniem. Nawet ludzi nie udało się uratować.
Znaliśmy „szweda" z widzenia. Wnioskowaliśmy. że wiezie on paki z częściami do samolotów, prawdopodobnie
przeznaczone dla francuskich kolaborantów w Północnej Afryce.

-------Gdy wreszcie szczęśliwie zawinęliśmy do Dur-banu, angielskie wojsko zeszło na ląd. Żegnaliśmy ich
wszystkich jak dobrych przyjaciół, bo po tygodniach na zatłoczonym statku okazali się towarzyscy i braterscy w
stosunku do nas, Polaków.
                     
----------------------------------------------------------„Smokey Joe"

-------Kilkutygodniowy postój w Durbanie, a potem w Port Elizabeth, wypełniony był pracą nad „odmładzaniem"
statku. Malowaliśmy mu burty, kontrolowaliśmy stan zaopatrzenia szalup ratunkowych i naprawialiśmy różne
usterki na pokładzie i w maszynie.
KOŚCIUSZKO fajczył sobie z kominów, zadowolony, że rejs z Anglii odbył
się szczęśliwie i pomimo swego wieku dawał sobie radę. Czekał teraz cierpliwie na rejs następny. My też ciekawi
byliśmy gdzie nas los poniesie. Wkrótce gruchnęła wieść, że mamy iść do Bombaju.

-------Nadszedł wreszcie dzień, gdy statek rzucił cumy. Przed odjazdem ostrzeżono nas o obecności raiderów na
pobliskich wodach. Bazowały one ponoć w portach madagaskarskich, administrowanych przez Francuzów
lojalnych wobec rządu Vichy, a więc pośrednio — wobec Niemców. Podczas wachty pilnie badaliśmy przez
lornetki horyzont, wypatrując ewentualnego niebezpieczeństwa. (...)

-------KOŚCIUSZKO pruł szaro-zielone fale oceanu i po paru tygodniach rzucił kotwicę na bombajskiej redzie.
Odtąd Bombaj był naszym portem macierzystym, gdzie korzystaliśmy z suchego doku, zaopatrywaliśmy się w
żywność i w bunkier. Ten ostatni okazał się jednak kłopotliwy. Choć palił się w paleniskach „Kościuszki" nieźle,
dymił obfitą chmurą sadzy. Odtąd nasz statek stał się bardzo niepopularny w konwojach. Komodorzy rwali sobie
włosy z głów na widok kominów
KOŚCIUSZKI, puszczających wysoko w niebo dwa czarne pióropusze sadzy,
widoczne chyba z okien cesarskiego pałacu w Tokio? Przydomek „Smokey Joe" przylgnął do statku jak lepka
sadza...
Humorystyczny rysunek przedstawiający s/s KOŚCIUSZKO czyli "Smokey Joe" w konwoju.
Rysował Bolesław Pogorzelski.
-
-------Pływanie po gorących, wilgotnych wodach indyjskich nie wychodziło wielu z nas na dobre. Najbardziej
uskarżali się na klimat ludzie w maszynie. Tam naprawdę trudno było oddychać w dusznej spiekocie.
Zdecydowano więc zaokrętować na statek miejscowych ludzi, a „cierpiących" — odesłać do Anglii. Służbę
palaczy i trymerów objęli Patani z Baludżystanu. Wyglądali jak zbójcy Ali Baby: turbany na głowach, "wzrok
dziki", rude brody po pas. Na pokład weszli Laskarzy ze swym Serangiem (bosmanem) na czele. On jeden znał
angielski i tłumaczył rozkazy. Stewardzi pochodzili z Goa, kolonii portugalskiej. Byli katolikami. Bardzo
pracowici i łagodni z natury. ale też płochliwi. Kiedy ogłaszano alarm bojowy, to Goańczycy rzucali na pokład
cokolwiek by nieśli, padali na kolana i głośno odmawiali zdrowaśki.

-------Całe to egzotyczne bractwo ciułało rupie i prawie nie wychodziło na ląd. W portach ich pomieszczenia
zamieniały się w małe Indie. Patani zawodzili muzułmańskie pienia, Laskarzy kurzyli „gandża" i odurzeni
narkotykiem, kucali po kątach, obojętni na wszystko. Statek przesiąkał zapachem curry, ostrej, korzeniowej
zaprawy do hinduskich potraw, oraz dymem wonnych kadzideł. Stary
KOŚCIUSZKO tolerował tę nową dla
siebie atmosferę, choć pachniał jak wnętrze buddyjskiej świątyni. Może wspominał dawne czasy, gdy pływał
jako „chrześcijański pasażer" i w najśmielszych przewidywaniach nie przypuszczał, że kiedyś „przejdzie na
hinduizm".
 
_____________________________________________________________________________
- FACTA NAUTICA -
dr Piotr Mierzejewski, hr. Calmont
     
 
 
Galeria Erotycznych Pocztówek
EROTIC POSTCARDS