Wielkie dni małej floty
Co napisał kmdr Włodzimierz Steyer w przedmowie do pierwszego wydania?
W tym roku mija 60 lat odkąd Wydawnictwo Zachodnie w Poznaniu
opublikowało niewielką książkę  Jerzego Pertka, zatytułowaną "
Wielkie dni
małej floty
". Publikacja nie miała nawet 200 stron i nie zawierała ani jednej
fotografii. Nikt wtedy nie przypuszczał, że był to debiut młodzieńca,
podówczas 26-letniego, który stanie się już wkrótce najpoczytniejszym
polskim pisarzem marynistą  XX wieku.

"
Wielkie dni małej floty" zostały zadedykowane "MARYNARZOWI
POLSKIEMU, który nie szczędził krwi ani życia w walce o Polskę silną na
morzu
". Przedmowę do książki napisał komandor Włodzimierz Steyer,
późniejszy kontradmirał, dowódca Polskiej Marynarki Wojennej w latach 1947-
50.

Mijały lata. Pojawiały się kolejne wydania. Książka stawała się coraz grubsza,
przynosząca wciąż nowe fakty, niemal z każdym wydaniem lepiej ilustrowana. I
tylko przedmowa W. Steyera gdzieś przepadła... Ze względów politycznych. W
roku 1950 kontradmirał został nagle zdjęty ze stanowiska.

Ze względu na szacunek, jakim darzymy byłego dowódcę Rejonu Umocnionego
Hel, uznałem za celowe przypomnienie jego zapomnianego tekstu
poprzedzającego "
Wielkie dni małej floty" na stronach Facta Nautica ,  
zachowując oryginalną pisownię.  
                                       PRZEDMOWA

Pewnego jesiennego wieczoru, gdy zmachany wróciłem z objazdu rozlewisk dolnej Odry na tym samym
"Batorym", który przerwał blokadę Helu w r. 1939 i marzyłem o marynarskim śnie "bez snów", znalazłem na
biurku odbitkę "Wielkich dni małej floty". Zamiary wzięły w łeb: do świtu pozostaliśmy we troje: ja, fajka i
książka...

Autor, o którym wiem teraz, że jest szczerym entuzjastą morza młodego pokolenia, może jeszcze nie wie
jak żmudnej pracy dokonał, jaką przyjemność sprawił nam, tym starym z "małej floty", i czy tylko nam. Bo i
tej wielkiej rzeszy miłośników morza polskiego, i tym umiejętnie i pewnie wspieranym przez Rząd J.N.
rzetelnym pracownikom odrodzonego wybrzeża "morskiej" Polski dał do rąk jeszcze w czasach okupacji
rozpoczęty, sumiennie opracowany, skondensowany utwór o zmaganiach o te umiłowane polskie słone
wody ...

...O nieprzygotowanych zmaganiach wrześniowych 1939 i poźniejszych... zaciekłych, wytrwałych walkach i
bojach pod polską banderą, wszędzie, gdzie odwieczny wróg był do ujęcia i zgnębienia. Właściwie - o
partyzantce morskiej, wspieranej organizacją sojuszników ...

Garstka marynarzy polskich były jedynym zespołem Polaków, którzy przez cały okres mordów i pożogi
kraju rodzinnego stąpali po wolnych pokładach, niesplugawionych terytoriach Rzeczypospolitej i jak dumnie
- bo dzielnie - stąpali ...

Tak jak na lądzie zdawien dawna utrwaliły się w pamięci ludzkiej słowiańscy rataje i niemieccy raubritterzy,
tak samo na morzu żyje pamięć o słowiańskich okrętnikach i rybakach i niemieckich uzbrojonych kupcach
Hanzy i podwodnikach.

To jest właśnie ta wiekami ustalona różnica upodobań dwóch narodów. Ale przenigdy nie jest ona
podziałem na pozbawionych natury morskiej i marynarzy.

Młody autor, świetnie zaznajomiony z przedmiotem, wszechstronnie oczytany i - co najważniejsze, -
objektywny, subtelnie udowodnił żmudnie zebranymi datami i faktami, że mała i lekceważona flota polska
miała swoje wielkie dni z zalewem niemczyzny.

Jeśli jednak chce, aby te dni trwały, musi pracować nad sobą nie zakładając rąk.

Ma dobry przykład: jej wielka siostrzyca słowiańska, flota ZSRR osiągnęła znamienne wyniki wytrwałą,
niespożytą pracą i jest czymś, z czym "raubtitterzy" mórz musieli i muszą się liczyć, teraz i na przyszłość.

Nie mylił się niedorośnięty niemczyk Goebbels, gdy w r. 1940 pisał "skończyło się marzenie o polskim
morzu". Ale już nie dane mu było dodać w r. 1945, że "zaczęła się rzetelna praca słowiańska na morzu". Bo
pracę każdy trzeźwo myślący człowiek przełoży nad marzenie. Marzycieli usunęła Polska na stronę,
zakasała rękawy i stawia na nogi trzy wielkie, zawziętością i zazdrością niemiecką zniszczone porty.

Życzę tej książce, aby była abecadłem każdego młodego wojniaka morskiego, odskocznią dla jego
twórczych dążeń na szlakach morskich, a wzorem zbiorów tradycji bojowych Odrodzonej Marynarki
Wojennej R.P., tej uzbrojonej pięści narodu polskiego na morzu.


                                                                                            
    Włodzimierz Steyer
                                                                                                        komandor