<<< POWRÓT
      FACEBOOK >>>
       
Stara Ochota. Plac Narutowicza. Kościół św. Jakuba.
Stara Ochota
         
         
POLE MOKOTOWSKIE
       
     

- Wielkanocne zabawy na Polu Mokotowskim rosyjską perfidią?  -
-
Piotr Mierzejewski
-
----------Pola Mokotowskie w latach osiemdziesiątych XIX wieku nieoczekiwanie  
stały się miejscem bardzo popularnych festynów, nazywanych wówczas zabawami
ludowymi. Udział w nich brały tysiące warszawiaków, zazwyczaj przychodzących
całymi rodzinami. Wybór miejsca i formy tej - jakby nie było plebejskiej rozrywki -
nie miał charakteru przypadku, lecz, zdaniem poniektórych, rosyjskiej perfidii.

----------Warszawa, podówczas miasto liczące prawie 600 000 mieszkańców, miała
bardzo skromny wachlarz propozycji spędzania wolnego czasu. Sport dopiero
raczkował (jeśli nie liczyć ślizgawek zimą) i to głównie wśród ludzi wykształconych.
Zaledwie trzy miejskie teatry (opera, operetka i teatr Rozmaitości, a latem
dochodził jeszcze teatr w Ogrodzie Saskim) były atrakcją raczej dla elit, ale nie dla
tzw. pospólstwa, spragnionego uciech i niezbyt wysublimowanej zabawy. Taką
potrzebę wypełniał w niewielkim stopniu cyrk w okolicach dzisiejszej Ordynackiej.
Były natomiast w wielkiej liczbie i powszechnie dostępne najróżniejsze knajpy z
bezmiarem alkoholu.

----------Carskie władze podjęły w tej sytuacji próbę zmiany istniejącego stanu
rzeczy. Wpierw na Polu Ujazdowskim, na terenach późniejszego Parku
Ujazdowskiego, a później już na Polu Mokotowskim zaczęto organizować masowe
zabawy ludowe. Największe z nich przypadały na okres świąt wielkanocnych. Jak
pisała jedna z warszawskich gazet, już na tydzień przed świętami "ustawiano
huśtawki, karuzele, młyny diabelskie. Wznoszono budy na strzelnice, panoptica i
muzea osobliwości; wędrowne cyrki rozbijały swoje namioty; zbijano budy
jarmarczne, w których podczas świąt sprzedawano zarówno dewocjonalia, jak
łakocie, lody, lemoniadę i błyskotki. Gwoździem wszakże tych zabaw był tzw. słup, a
właściciwie dwa słupy, które wznosiły się pośrodku placu, górując nad całym polem.
Zabawa polegała na tem, by ze szczytu drewnianego słupa, posmarowanego szarym
mydłem, zdjąć umieszczoną tam dla zwycięzcy nagrodę w postaci taniego garnituru
męskiego, kapelusza, zegarka niklowego, butelki wina oraz 5 rubli w gotówce."

--------"Do turnieju zazwyczaj stawali młodzi adepci sztuki mularskiej i oni
przeważnie zdobywali "nagrody". Po zdjęciu "nagrody" ze słupa, policjant
odprowadzał triumfatora do komisariatu - wówczas cyrkułem zwanego - celem
spisania urzędowego protokółu. Nazajutrz inny rycerz zdobywał nagrodę na drugim
słupie."

--------"W sferach rzemieślniczych i małomieszczańskich ówczesnej Warszawy utarł
się zwyczaj, że gdy młody człowiek przyszedł podczas świąt z wizytą w nowym
garniturze  lub nowym kapeluszu, wypytywano go żartobliwie, czy bardzo się
sfatygował drapiąc się na słup po ubranie lub po kapelusz. Było przy tem co nie
miara niefrasobliwego śmiechu, nie każdy bowiem młodzian poznawał się na żarcie,
a poniektóry zaklinał się, że zarówno kapelusz jak i garnitur za gotówkę nabył."
                 
Materiał ilustracyjny dobrany do tekstu stanowią
fragmenty grafiki Ksawerego Pillatiego, zatytułowanej
"Wielkanoc w Warszawie. Zabawy ludowe na Polu
Mokotowskiem" i opublikowanej w tygodniku
"Biesiada literacka" w roku 1896.
 
                 
---------Kres warszawskim wielkanocnym zabawom ludowym przyniosły wydarzenia rewolucyjne lat 1905-1906. Gdy
sytuacja uległa poprawie, władze carskie jednak nie przywróciły imprez w dotychczasowej formie. Sytuacja ta po wielu
latach - w roku 1933 - skłoniła pewnego dziennikarza powiązanego z dziennikiem narodowców "Nowiny Codzienne",
podpisującego się jako Kir-Koc, do wyrażenia poglądu, że Rosjanie nie wydawali już zgody na organizację zabaw
wielkanocnych, gdyż "nie spełniły one swej roli antydotum przeciw idejom". Autor tej koncepcji nie omieszkał wyjaśnić,
na czym polegała antypolska rola zabaw. Oto jego interpretacja: "Z Zachodu tymczasem zaczęły do kraju przenikać
nowe ideje. Z za kordonu przywożono broszurki i gazety. "Opiekuńczemu" rządowi carskiemu, który rad nosił przed
narodem kaganiec, lecz wcale to nie był kaganiec oświaty, nie na rękę byłe te ideje ze "zgniłego" Zachodu, to też rychło
wpadł on na pomysł odciągnięcia ludu od niebezpiecznych gazet i groźnych broszurek przez urządzanie dlań zabaw i
igrzysk."

---------Podchodzę do tej koncepcji z dużą rezerwą. Pamiętajmy, pomysł organizacji zabaw na Polu Mokotowskim pojawił
się i został zrealizowany za czasów prezydentury generała Sokratesa Starynkiewicza. Kim był dla Warszawy Sokrates
Starynkiewicz i jak go odbierali współcześni mu mieszkańcy naszego miasta, nie trzeba chyba wyjaśniać. Dość
powiedzieć, że gdy zmarł, w jego ostatniej drodze towarzyszyło mu
100 000 wdzięcznych warszawiaków! Co znamienne,
w chwili śmierci był tylko emerytem, który nie rządził Warszawą już od 10 lat. Posądzać akurat jego o tak podstępne
postępowanie w stosunku do mieszkańców Warszawy, zdaje się być grubym nieporozumieniem.
 
 
Na stronach "Starej Ochoty" także:

-  Legion Zaolziański na Polu Mokotowskim -

|
Władysław Wągieł - poeta z ul. Tarczyńskiej | Osiedle Artystów Plastyków |

| Pochwała Ochoty | Stara Ochota, ulica Spiska i ciuchcia  |  Budowa kamienicy przy ul. Filtrowej 83 |
-
_______________________________________________

STARA OCHOTA
dr Piotr Mierzejewski