Facta Nautica: Morze, statki, okręty, wraki.
SZTANDARY
Sztandary haftowane
Haftujemy sztandary
na zamówienie
 
sztandary osp
sztandary strażackie
sztandary
sztandary szkolne
sztandary szkolne i strażackie
 
Magazyn Nautologiczny FACTA NAUTICA
 
 
Facta Nautica. Morze, statki, okręty, wraki.
MARYNARKA WOJENNA    |    MORZE    |    STATKI    |    OKRĘTY    |    WRAKI    |    MARYNARKA HANDLOWA
 
         
Statki towarowe
      POLSKA
Hosting by Yahoo Web Hosting
s/s SAN
Lata 1946-1949:  Początek polskiej żeglugi na Zalewie Szczecińskim
Piotr Mierzejewski
   
   
Maj 1947 roku: S/s SAN holuje statek pasażerski m/s JOLANTA (ex niemiecki HEIDENBRICK).
Fotografia: Autor nieznany. Źródło: MORZE.
-
 
--------W pierwszych kilkunastu powojennych miesiącach wszelki ruch na Zalewie Szczecińskim odbywał się wyłącznie pod
czujnym okiem radzieckiej komedantury wojskowej. Początkowo były to różnego rodzaju niewielkie poniemieckie statki,
zazwyczaj z wyłącznie niemieckimi załogami, ale zawsze pod radzieckim zarządem. Początki polskiej żeglugi na wodach
Zalewu Szczecińskiego datowane są na rok 1946. Jako pierwszy podniósł polską banderę
PIAST, niewielki poniemiecki
parowiec, przekazany polskim władzom Świnoujścia przez radziecką komendanturę. Wtajemniczeni w pertraktacje
twierdzili, że władze miasta zrewanżowały się komendaturze podarunkem w postaci kilku skrzynek ... wódki. Informację
tę po wielu latach potwierdził Jan
Piwowoński (1989).
S/s PIAST  - statek, który w roku 1946 zainaugurował polską żeglugę przybrzeżną na Zalewie Szczecińskim.
Fotografia: Autor nieznany. Źródło: Zbiory Jana Zawady.
--
---------Kolejnym krokiem w rozwoju polskiej żeglugi przybrzeżnej na Zalewie Szczecińskim stało się wejście do
eksploatacji drugiego statku, a mianowicie stareńkiego (wówczas mającego już 76 lat!) towarowego parowca s/s
SAN.
-
---------Podniesienie polskiej bandery na tej jednostce miało
ścisły związek z pracami Polskiej Misji Morskiej (
Polish
Shipping Mission
) w Hamburgu, która 10 listopada 1945 r.  
rozpoczęła w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec
wyszukiwanie, przejmowanie i wysyłanie do kraju taboru
pływającego, pochodzącego z Gdyni i Gdańska. W marcu
1946 r. pracownicy naszej misji zidentyfikowali w Kilonii s/s
ODIN jako przedwojenny parowiec SAN, należący od roku
1933 do spółki Polska Żegluga Rzeczna "Vistula". Do
wybuchu wojny pływał on między Tczewem a Gdynią.
Sylwetka s/s SAN według Stefana Kolickiego.
-
 
--------Statek ten zbudowany został w roku 1871 w Elblągu przez zakłady F. Schichau pod numerem stoczniowym 45.
Jego pierwszy właściciel, Emil Berenz z Królewca, nadał mu imię
FRIEDE i eksploatował go na trasie Gdańsk - Królewiec.
Statek zajęty we wrześniu 1939 roku przez niemiecka policję wodną, uznany został za zdobycz wojenną III Rzeszy. Już
w listopadzie 1939 roku niemieckie czasopismo "
Hansa: Schiffahrt, Schiffbau, Häfen" poinformowało, że SAN wszedł do
eksploatacji na trasie Gdańsk - Elbląg, a jego operatorem stał się gdański armator
Danziger Schifffahrtsgeschäft Gustav
Pohlmann
. Wiosną 1940 roku, po wpłaceniu 12000 reichsmarek (drugą i zarazem ostatnią ratę wpłacono 17 maja 1940)
armator ten stał  sie już pełnoprawnym (oczywiście według prawa III Rzeszy) polskiego parowca.
SAN otrzymał wówczas
nową nazwę
ODIN i został zarejestrowany w Binnenschiffsregister Danzig jako statek śródlądowy. Ze względu na zły
stan techniczny i wymogi rejestracyjne w latach 1940-1941 przeszedł generalny remont w gdańskiej stoczni
A. und W.
Wojan Schiffswerft
(tzw. Stocznia Wojana, przejeta przez Niemców pożydowska firma).

--------1 lutego 1945 roku ODIN uległ rekwizycji i od tego dnia służył Wehrmachtowi jako transportowiec, głównie
amunicji i zaopatrzenia, kursując między portami bałtyckimi, od Gdańska aż po Świnoujście i Stralsund. 7 maja 1945
roku stał on razem z pięcioma innymi niemieckim statkami i licznymi małymi jednostkami
Kriegsmarine w duńskim Rønne
(Bornholm), gdy radzieckie lotnictwo lotnictwo rozpoczęło intensywne bombardowanie miasta i portu, poprzedzające
desant mający nadpłynąć z Kołobrzegu.
ODIN zdołał wyrwać się z zaatakowanego portu i schronił się jeszcze tego
samego dnia we Flensburgu, gdzie pozostał do kapitulacji III Rzeszy.

---------Parowiec, przejęty przez Brytyjczyków, wpierw przeszedł do Lubeki, a od 1 stycznia 1946 r. stał w Kilonii (nie w
Hamburgu, jak można czytać w niektórych polskich publikacjach). Po rozpoznaniu go przez
Polską Misję Morską i po
uzyskaniu pozytywnej decyzji
Tripartite Naval Commission, 31 lipca tego samego roku SAN powrócił w polskie ręce.
Trochę czasu zajęło przygotowanie go do transportu i po obsadzeniu polską załogą 30 listopada ruszył do kraju drogą
śródlądową. Dotarł do Szczecina 4 grudnia, gdzie został przejęty przez istniejącą ledwie od 20 listopada firmę "Gryf"
Polska Żegluga Przybrzeżna na Bałtyku Sp. z o.o. w Szczecinie.

---------SAN przeszedł szybki remont w Szczecinie i 14 kwietnia 1947 wyruszył w pierwszy rejs do Świnoujścia. Dla
Szczecina i Świnoujścia było to ogromne wydarzenie. Gdy odbijał od przystani poniżej Wałów Chrobrego, żegnał go
ogromny tłum. Szczęśliwie znany jest pierwszy skład załogi
SANA: kapitan Pach, mechanik Gerard Zel, bosman Arsiuta
Jefim, marynarz pokładowy (i syn kapitana) Ryszard Pach oraz dwaj palacze, Majcherowicz i Furtek. W tym historycznym
rejsie wziął udział kmdr por. inż. Ignacy Kuczkowski, ówczesny dyrektor d/s eksploatacji przedsiebiorstwa "Gryf" i I oficer
mechanik na stawiaczu min
ORP GRYF podczas kampanii wrześniowej, a powojenny przewodniczący Miejskiej Rady
Narodowej w Kołobrzegu.

---------Przez pierwsze miesiące SAN pływał do Świnoujścia w poniedziałki, środy i piątki, a wracał do Szczecina we
wtorki, czwartki i soboty. Trzeba zaznaczyć, iż po drodze zachodził do wszystkich portów i przystani nad Zalewem.
Niedziele wykorzystywano na rejsy wycieczkowe po szczecińskim porcie. Całkiem niezależnie statek wykonywał
najróżniejsze  zadania. Kmdr I. Kuczkowski wspominał: "Niektóre trasy przemierzał jako pierwszy polski statek,
dostarczając Kapitanowi Portu w Szczecinie cennych informacji o stanie niektórych dróg wodnych i przejść np. do Wolina,
Lubienia, czy Stepnicy. (...) ... był w zasadzie kuźnią kadry marynarskiej. Dyrekcja "Gryfa" przysłała tu ludzi na
przeszkolenie."

---------Barwnie tamten okres służby SANA opisał Jan Piwowoński: "Sędziwy SAN zabierał do 120 pasażerów - ale nie
tylko. Oprócz nich woził barany i kozy, transportował ładunki i bagaże, obwoził po porcie i Zalewie pierwsze wycieczki,
holował barki, tratwy i wydobyte wraki, szkolił pierwszych marynarzy "Gryfa" - i pływał bez przerwy, sapiąc swą cudem
utrzymywaną w ruchu archaiczną maszyną parową. (...) Czegóż nie miał w swej służbie: i nocne rejsy z oświetlonym
świeczką kawałkiem mapy jako "jedyną pomocą nawigacyjną" i wyławianie z wody (a później zamykanie w ładowni)
skaczących do niej nietrzeźwych pasażerów, i awarię silnika, którego nie można było zatrzymać, tak że
SAN musiał
pływać wokół jednej z wysepek, aż do zużycia paliwa i "zastopować" wreszcie zarywając dziobem w brzeg - i wiele innych
przygód."

--------Fatalny stan maszyny zgłaszany był jeszcze przez Gustava Pohlmanna, który planował wymienić dotychczasową o
mocy 180 KM, na nową o mocy 600 KM tuż przed sprowadzeniem statku do Polski. Sprawa stała się nieaktualna, gdy
zorientował się, że Polska ma zamiar znacjonalizować cały tabor pływający pochodzący z Gdańska. Aby utrzymać
maszynę w ruchu, mechanik imał się najróżniejszych środków. Jak wspominał kmdr I. Kuczkowski, mechanik "płakał,
prosił, czasem nawet kopał i jakoś to szło." Mimo stosowania takich nadzwyczajnych środków, statek po niecałych trzech
latach służby na Zalewie Szczecińskim musiał zostać wycofany z eksploatacji z końcem 1949 roku.

-------Cytowany już I. Kuczkowski w roku 1977 napisał: "Później oddano na złom. Dziś jego dawne trasy
przemierzają na Zalewie śmigłe wodoloty. Poza paru fotografiami nie ma już śladu po owym śmiesznym,
starym parowczyku, który był niemal dla ówczesnej naszej żeglugi przybrzeżnej, czym BATORY dla PLO ..."
.

-------Według Jerzego Micińskiego i Stefana Kolickiego (1962) oraz Jana Piwowońskiego (1989) SAN był parowcem
zbudowanym w roku 1871 przez zakłady
F. Schichau w Elblągu, o następującej charakterystyce: pojemność - 107 BRT i
48 NRT; prędkość - 7-8 węzłów; długość 38,2 m; szerokość 4,7 m; maszyna parowa dwucylindrowa, podwójnej ekspansji,
o mocy 180 KM; 1 śruba, 1 pokład, 2 ładownie.
*       *       *
*
ADDENDUM:  Kapitan WŁADYSŁAW  RADZIEJEWSKI

---------Postacią nierozerwalnie łączącą się z parowcem SAN był kapitan Władysław Radziejewski. Objął on dowództwo
nad tym statkiem w 1947 roku, zastępując po dwóch pierwszych rejsach wspomnianego powyżej kapitana Pacha.

---------Władysław Radziejewski, urodzony na Mazowszu, czyli chłopak z Łowicza, jak określił go Adam W. Reszka, karierę
marynarza rozpoczął w roku 1935 na parowcu
SAN, tym samym, którego po wojnie był kapitanem! Będąc młodzieńcem
ambitnym i o dużej inteligencji, wkrótce potem podjął naukę w warszawskiej Męskiej Szkole Żeglugi Rzecznej, założonej
w 1937 roku. Jego naukę, przewidzianą na 3 lata, przerwał wybuch
II wojny światowej. Zgłosił się wówczas na ochotnika
do wojska i pod Puławami dostał się do niewoli niemieckiej. Anna Radziejewska, jego żona wspominała: "Uciekł jednak z
obozu jenieckiego i powrócił nad Wisłę. - W 1940 roku złapany w Warszawie trafił do niemieckiego bauera i... znów
uciekł. Młody Władek miał chyba farta, bo do
Powstania Warszawskiego pracował na wiślańskich holownikach." Jak wynika
z jednego z opracowań Reszki, zatrudniony był wtedy w niemieckiej firmie
Weichsel-Reederei Warschau.

----------Po wybuchu Powstania Warszawskiego "wraz z kolegami spiął pięć statków i uciekł nimi w odnogę Wisły. Niemcy
szukali ich z samolotu, ale okupantom pomógł
volksdeutsch, którego - jak się okazało - mieli na pokładzie. Zdradził, a ich
wszystkich wywieźli do Gdańska. (...) Przyszli Rosjanie i znów go zabrali, na poniemieckie holowniki. Za posuwającym
się frontem, dopłynęli nimi do Karsiborza opodal Świnoujścia. Dobry duch czuwał nad Władysławem i jego druhami z
pokładu: zdążyli tylko wysiąść na ląd, zacumować statek i jednostka wyleciała w powietrze, na minie. (...) Gdy go
zwolnili ze służby, na krótko powrócił do Gdańska. W końcu przyjechał do Szczecina. To były przecież Ziemie Odzyskane,
dawali mieszkania, można było zaczynać od nowa. Na towarowym
SANIE woził zaopatrzenie ze Szczecina do
Świnoujścia."

----------Kolejną dowodzoną przez Radziejewskiego jednostką była DIANA (ex niemiecki s/s PREUSSEN), wożąca
pasażerów głównie na trasie Szczecin - Międzyzdroje, także należąca do szczecińskiego "Gryfa". Po roku pracy zszedł ze
statku i w roku 1950 ukończył kurs, który dał mu uprawnienia pilota portowego. Pracując jako pilot, podjął studia na
Politechnice Szczecińskiej, kończąc je z tytułem magistra ekonomii.

----------W roku 1955 Wydawnictwo Komunikacyjne w Warszawie wydało drukiem napisaną przez niego książkę "Służba
pokładowa na statku rzecznym. Poradnik dla marynarzy". Był to podręcznik nawigacji śródlądowej, pierwsza typu praca
opublikowana po wojnie w języku polskim.

----------Radziejewski pracował w charakterze pilota aż do tragicznej śmierci w roku 1964 w wyniku wypadku, jak to
określiła jego żona (patrz "
Kurier Szczeciński" z 30 grudnia 2005 roku). Zdaniem kmdra Ignacego Kuczkowskiego ("Morze"
4/1977) był to wypadek motocyklowy. Do wypowiedzi tych dwojga dziwnie nie pasują słowa Adama Reszki z artykułu
zamieszonego przez
zegluga.wroclaw.pl, jakoby "był przez kilka lat pilotem na Kanale Panamskim; zginął śmiercią
marynarza."
-
Opublikowano 22 listopada 2015 r.
____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

- FACTA NAUTICA -
dr Piotr Mierzejewski
 
Piotr Mierzejewski
               
 
Facta Nautica. Morze statki okręty wraki. Sea ships vessels wrecks.
 
                 
Bałtyckie wraki
Nurkowania wrakowe
Morza i okręty.
MORZA i OKRĘTY
SG-213
SG-141
 
Kpt. ż.w. Edward Gubała
o gigantycznej pogłębiarce
LEVIATHAN
w latach wojny.
-
Zabójstwo na pokładzie
SS WIGRY
-
Bunt na pokładzie
m/s BATORY
w 1940 roku
-
PIONIER I
Pierwszy polski
motorowiec
-
Pillbox
na statkach
-
Marcin Gubała
(wnuk E. Gubały) o
HESSEN
-
Kapitan Jacek Sobota
o broni chemicznej
w Bałtyku
-
Kpt. ż.w.
JACEK SOBOTA
-
Mieczysław
Kuligiewicz
-
Jan Piwowoński
-
Jarosław Josseliani
-